B L O G    K A B A R E T O W Y   

aktualizacja strony: 06-08-2010  

STRONA GŁÓWNA | KSIĘGA GOŚCI | KONTAKT
 | PROGRAM | WARSZTATY | FILM | AUDYCJE | Żżżżż | 


język polski english



KONTAKT
DOSSIER
RIDER
PLOTY

PROGRAM
WARSZTATY
KONFERANSJER

JAK ZAPROSIĆ
SCENY
PLAKAT
AUTOGRAF
VIDEO
YOUTUBE
AUDIO

NAGRODY
DYSKOGRAFIA
HISTORIA
KONCERTY
TRASY
TRASY cd.
z PLANU
ZNAJDŹ SZCZEGÓŁ
SPEKTAKLE
RYJEK
skecze z programów
NAWIAS UWIERA
CIASTECZKA
VARIA
czcza twórczość
NA KOCIĄ ŁAPĘ
MISTRZ MAHATMA
TURNIEJ GARBUSÓW

POZYTYW
NEGATYW
OBIEKTYW







Trochę historii dla zainteresowanych i tych, co się muszą do szkoły nauczyć.

........................................................

- Chrzest Polski - 996
- Bitwa pod Grunwaldem - 1410
- I wojna światowa - 1914 - 1918
- II wojna Swiatowa - 1939 - 1945
- śmierć Bruce Lee'go - 1973
- pierwsza płyta U2 - 1980
- powstanie kabartu E.K. - 1997
- pierwszy program świadomy, w trzy osoby - 1999
- Marcin dołącza do składu - 2002

........................................................

poniżej to, co myśleliśmy o sobie kiedyś
rok 1999
lipiec 2001
luty 2005

........................................................

(notka pochodzi 1999 roku)
Kabaret E.K. powstał w 1997 roku w Zielonej Górze. Początki owiane są trochę tajemnicą, więc nie będę tej tajemnicy zdradzać, bo to zawsze fajniej jak jest tajemnica, a na razie innej nie mamy.

........................................................

Było nas jedenaście osób:
Darek Jaros - pianista i kompozytor
Andrzej "Tatar" Kowalski - skrzypek i aktor
Anna Dagmara "Daga" Sobczak - skrzypaczka i aktorka
Justyna Świrniak - wokalistka
aktorzy:
Maciej "Lenin" Iwaszków
Tomasz "Bajer" Majer
Sławomir "Słowik" Kaczmarek
Darek Krawczyk
Artur "Jeżu" Walaszek
Alicja "Fela" Pietras
Katarzyna "Katasia" Sobieszek
oraz Ania Michalewska - nasza druga pianistka.
Dużo, co?

........................................................

Pojechaliśmy na Pakę do Krakowa, od razu w pierwszym roku istnienia. I tu stało się coś niebywałego... nie przywieźliśmy ze sobą żadnej nagrody...hi hi. Dobrze nam tak, wyobrażaliśmy sobie Bóg wie co, a tu jury sprowadziło nas na ziemię. Ale tak naprawdę to więcej na tej Pace zyskaliśmy niż straciliśmy. Jakoś tak przybyło nam zapału do pracy, doszliśmy do wniosku, że my im jeszcze pokażemy. No i udało się, kilka miesięcy później w Lidzbarku Warmińskim zdobyliśmy drugą nagrodę.
A... jeszcze nagroda z Krakowa. W roku 1997 wygraliśmy Studencki Festiwal Piosenki. Bo faktycznie piosenki mieliśmy dobre, a jeszcze do tego Justyna miała kawał głosu, umiała śpiewać. Tzn. śpiewać to Justyna umie do dzisiaj i coraz lepiej jej idzie, tyle tylko, że już nie śpiewa w kabarecie.

........................................................

Byliśmy tzw. kabaretem literackim. Do dziś dokładnie nie wiemy co to znaczy, ale coś w tym było. Mieliśmy dużo ładnych piosenek, piosenek z tekstem, nie zawsze śmiesznym, ale na pewno taka piosenka niosła jakąś treść. A to o tym, że w "piękny wieczór" może się zjawić "Maryla z nieba", która "wypuszcza ze swych ust nutki" i jest natchnieniem dla tego, u kogo się zjawi. A to o tym, że człowiek zawsze szuka winnego swoich niepowodzeń, a zazwyczaj winnym okazuje się on sam: "Spojrzał nagle w lustro i znalazł winnego. Winnego deszczu ... i tej samotności" ("Song o wędrowcu miastowym, czyli Bum, Bum"). - Matko; ile treści, się w tym mieści, nie uważacie ;-)
Skecze też mieliśmy jakieś takie z treścią, śmieszne, ale i poważne.
Nam się podobało, widzom zresztą też: "Bum, Bum" i "Dobra kawa" zrobiły się przebojami. Prawie.

........................................................

Przez pierwszy rok nieźle nam się powodziło - dostaliśmy nagrodę na Mazurskim Lecie Kabaretowym "Mulatka" w Ełku. Mieliśmy też parę udanych występów. Później przyszedł rok posuchy, nie dostaliśmy się na Pakę, nie pojechaliśmy do Lidzbarka, w Ełku też bez nagrody. No cóż, program, który przygotowaliśmy na te festiwale nie był najlepszy. No i co teraz? Została nas czwórka. Jeden z nas - Darek Krawczyk nie mógł jechać do Ełku, więc przez lipiec, we trójkę zrobiliśmy nowy program, którym w Ełku zdobyliśmy pierwszą nagrodę. Huuurrrraaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!

........................................................

(notka pochodzi z lipca 2001 roku)

Jest nas na scenie trójka aktorów, trzy "ciapy", takie trochę niezorganizowane i niezorientowane w tym co robią. Sikora powiedział, że wyglądamy jakbyśmy się przed chwilą obudzili. Ot, po prostu czasami nie potrafimy się odnaleźć w świecie, który sami kreujemy.

Skecze, które przedstawiamy są różne. Jest cykl skeczy o Tacie: rozmowy z synem, który zadaje kłopotliwe pytania. Jest też kilka historyjek miłosnych, o tym jak "facet nigdy nie zauważa, co kobieta ma na sobie", jak chłopaki z wojska wracają, o oświadczynach. Nie mogliśmy też przejść obojętnie obok tematu gwiazd kina: poświęciliśmy skecz B. Lindzie i C. Pazurze, a inny J. Bondowi. O tym, że lubimy "Pythhonów" dowiecie się ze skeczu "Wiesław". A o całej reszcie oglądając nasz występ - zapraszam.

Cały nasz najnowszy spektakl, to świat widziany naszymi oczyma, kreowany przez nas na podstawie obserwacji świata rzeczywistego, widzianego w przez pomarańczowe okulary dowcipu. (Ale zdanie wyszło, a jakie mądre, nic tylko od razu do encyklopedii). Bawimy się pokazując nasze wady, typowe zachowania i przyzwyczajenia. Trochę to serio zabrzmiało, więc na koniec cytat, nie powiem z kogo: "JEST TO ŚWIAT WIDZIANY RYBIM OKIEM". Chyba ma to coś wspólnego z patrzeniem przez wodę, albo przez mgłę, albo przez coś tam.

........................................................

A teraz kilka nieobiektywnych opinii o kabarecie E.K.. Wybralismy te, które nam się podobały, innych nie przyjmujemy do wiadomości: "Są zarypiaści"; "Fajne te myki z kolorami"; "Boguś bankowy jest super"; "Ta babka na żółto jest bycza"; "Wyśmienite żarciki"; "Wszystko u nich dzieje się tak szybko, super".

........................................................

Jest więc ARTUR (prywatnie Artur "Jeżu" Walaszek), który chce uchodzić za twardego faceta. Czuje się bardzo ważny i uważa, że reszta sobie bez niego nie poradzi. Dlatego to on właśnie gra Bogusia Lindę, i chyba nieźle mu idzie, dostaje brawka (eee, zaraz tam brawka - dop. Jeżu) za samo pojawienie się na scenie.

........................................................

Jest też PIOTREK (czyli Sławomir "Słowik" Kaczmarek). To chyba największa ciapa z nas wszystkich. Miewa strasznie durne pomysły, których Artur nie akceptuje. Stara się mimo wszystko je forsować, ale zazwyczaj mu nie wychodzi. On też chciałby czasami uchodzić za twardziela. W jednym ze skeczy wciela się w Jamesa Bonda. Wchodząc na scenę mówi: Nazywam się Bond, James Bond; witany jest salwą śmiechu.

........................................................

No i jestem jeszcze ja, jedyna kobieta w zespole, na scenie mam na imię ANKA (prywatnie Katarzyna "Katasia" Sobieszek). Gram dziewczynę Piotrka. Nasza znajomość, jak wynika z tego, co dzieje się na scenie, nie układa się najszczęśliwiej, ale za to jest śmiesznie.



.............................................

(notka pochodzi z lipca 2005 roku)

Historia kabaretu Made In China

O matko, ale to brzmi, jakbyśmy niewiadomo ile lat istnieli, niewiadomo ile przeszli, może nawet kabaretowe czołgi z błota pod Stalingradem (kabaretowym oczywiście) wyciągali. No dobra, to od początku: urodziłam się pierwszego maja w Nowej Hucie, pierwsze co pamiętam to, to, że odcięto mi pępowinę. To był spory kawałek mnie... Oj, chyba za głęboko sięgnęłam pamięcią. Spróbujmy przewiercić płytsze pokłady. Kabaret E.K. powstał 1997 roku z inicjatywy Władka Sikory, lidera kabaretu Potem. Dlaczego piszę o E.K. jak powinnam o Made In China? To się niedługo wyjaśni.

........................................................

Skład E.K. nie wziął się z nikąd, wszyscy wcześniej pracowali już na scenie, Sławek był liderem Teatru Bzdury Wtorek, Artur był jego członkiem, wszyscy braliśmy udział w "Dziadowskich Czwartkach"( imprezie kabaretowej pod egidą W. Sikory, z tekstami, które później trafiały do Potemów), występowaliśmy z formacją kabaretową "Bez Żyły Wałbrzych", uczestniczyliśmy w akcjach kabaretowych "Scena na pięterku", współtworzyliśmy kabaret "Filipski" - więcej nie pamiętam J Kabaret składał się z 11 osób (w porywach do 12, przez moment mieliśmy dwoje pianistów). Większość z nas była na czwartym albo piątym roku studiów. Rozpad kabaretu postępował wprost proporcjonalnie do otrzymywania dyplomów magisterskich.

........................................................

W roku 1999 pozostało trzech członków (Katarzyna Sobieszek, Artur Walaszek, Sławomir Kaczmarek) i od tej pory zaczęliśmy odnosić sukcesy na wszystkich festiwalach kabaretowych. Napisaliśmy program "Nawias uwiera", który okazał się śmieszny, inteligentny, wyróżniał się tematyką i metakabaretowymi odniesieniami. Przestaliśmy śpiewać piosenki. Wspominam o piosenkach, ponieważ największym spektakularnym sukcesem "wieloosobowego" kabaretu E.K. była najwyższa nagroda na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Właśnie z dobrymi piosenkami kojarzono nas przed 1999 rokiem. No więc, jak już wspomniałam, przestaliśmy śpiewać, udało nam się stworzyć kabaret taki, o jakim marzyliśmy, metatekstowy, oparty nie na śmiesznym wyglądzie aktorów, ale na mądrym, zabawnym tekście. Pojawiły się propozycje występów z całego kraju. Ot. Kariera (hi, hi, hi).

........................................................

W roku 2002 zapragnęliśmy czegoś nowego, no to sobie wzięliśmy do składu Marcina Króla z Częstochowy (lidera kabaretu Niemy, pianisty kabaretu Rafała Kmity). Ale nowości nam było mało, dlatego zmieniliśmy też nazwę na bardziej "komercyjną": Made In China, czyż to nie brzmi obiecująco, nie dzwoni grosikami w portfelu? No i w googlu ma 24 400 000 wyszukań z czego 14 000 na stronach polskich - robi wrażenie co? W tej chwili gramy program pt." Mamy dla Was ciasteczka..., ojej, zapomnieliśmy". Skecze z tego programu można było zobaczyć w telewizji, nagrywaliśmy pojedyncze skecze dla TVP2 i TVP1, dłuższe programy dla TVP3 i Polsatu. Artur Walaszek prezentował swój monolog w HBO "Na stojaka".

........................................................

No i tak znaleźliśmy się w teraźniejszości. Aktualnie pracujemy nad nowym programem Made In China, mężczyźni biorą udział w przedstawieniu w reżyserii Władka Sikory "Teatr Absurdu Żżżż", jedyna kobieta pracuje wraz z innymi kobietami z kabaretów zielonogórskich nad nową odsłoną spektaklu "Babeczka na bis". Oprócz tego Sławek i Marcin tworzą boysband kabaretowy "Corvetta", prowadzą warsztaty kabaretowe dla studentów w klubie "Gęba" przy Uniwersytecie Zielonogórskim. W przyszłym tygodniu, z okazji chińskiego Nowego Roku, organizujemy "Chiński Sylwester", imprezę kabaretową o lekko wschodnim odcieniu.

........................................................

A byłaby zapomniała: A'YoY - Wytwórnia Filmowa. Historii Wytwórni nie będę opisywać, bo za długo by to trwało - ważne jest, że praktycznie od początków jej istnienia tworzymy w ramach Wytwórni A'YoY filmy, krótkie, długie, ale przede wszystkim śmieszne. W pierwszej dużej produkcji "Robin Hood - czwarta strzała" Sławek grał rolę Szeryfa z Nottingham, w drugiej "Dr Jekyll i Mr Hyde" Artur był kierownikiem produkcji i grał policjanta, Sławek grał żula (i też był kierownikiem produkcji), a ja tancerkę, ale byłam też odpowiedzialna za kostiumy aktorów. W trzecim filmie "Baśń o ludziach Stąd" graliśmy wszyscy, Artur grał Otella - czarny charakter, Sławek był dodatkowa technicznym, a ja wykonywałam makijaże (na zmianę z innymi makijażystkami), Marcin zaś (bo właśnie wtedy pojawił się w naszym życiu) był asystentem reżysera. Oprócz tego zajmujemy się przy mniejszych produkcjach, reżyserią, scenariuszami, światłem, dźwiękiem i kamerą, aaa... no i gramy. I tak to właśnie wygląda, my sobie pracujemy, widzowie sobie oglądają, a bawimy się wspólnie.

........................................................

      
      
      
      
      
      
      
      
      
      
      
      
      
      
      
      

made in Katasia