|
BOKSER - ZAWÓD CZY POWOŁANIE?
ZDARZYŁO SIĘ W ŻYRARDOWIE
ŚLUB czyli GŁOS KSIĘDZA
BOKSER - ZAWÓD CZY POWOŁANIE?
Wchodzi do domu mężczyzna (taki jakiego akurat mamy w zespole) w płaszczu z torbą, skrada się wypatrując z której strony coś się na niego rzuci)
Żona - Co tak cicho wchodzisz?! Nie trzasnąłeś drzwiami! Agresja cielaczku, agresja!!!
Mąż - (krzywi się marszcząc nos) Wyżyłem się w pracy...
Żona - Niespocony jesteś! Po to ci kupuję trampki, żebyś autobusami rozbijał?!
Mąż - Sam podjechał. Co miałem zrobić?...
Żona - Torbę pokaż.
Mąż - (nie chce oddać torby, przez chwile się szarpią i żona wyrywa torbę)
Żona - Znowu nie zjadłeś śniadania?. TRZYMAJ GARDĘ!!! (zaczyna okładać męża, a on biedny nieudolnie blokuje ciosy) Żona - Uuu! (straszy go, mąż ze strachu opuszcza gardę) Garda! No jak na Ciebie nieźle, cielaczku.
Mąż - Nie mów do mnie cielaczku.
Żona - No na byka to musisz jeszcze popracować.
Żona - Ćwiczyłeś szybkość?
Mąż - Tak kochanie (odpowiada szybciutko).
Żona - A uniki?
Mąż - Ładnie dziś wyglądasz.
Żona - (ujął ją tym komplementem) Mam dla Ciebie niespodziankę.
Mąż - (staje w postawie, garda założona, czeka na cios)
Żona - Masz dzisiaj urodziny. (daje mu prezent owinięty w gazetę) Co, myślałeś, że zapomniałam?
Mąż - (Rozwija prezent)
Żona - Papier zostaw, będziesz miała do kanapek.
Mąż - Ojej (ucieszył się z prezentu, którym okazała się skakanka)
Żona - Dość tych wzruszeń. Skacz!
Mąż - (próbuje skakać) Kochanie, a czy ja muszę być bokserem? Nie mógłbym zostać intelektualistą?
Żona - Ty?! Przecież ty się pocisz się przy czytaniu gazety!
Mąż - Bo mi każesz wyciskać sztangę kiedy czytam.
Żona - Przecież o to właśnie chodzi. Żebyś ćwiczył ćwiczył i jeszcze raz ćwiczył. Wiesz, jak Rockyw „Rocky’m”
Mąż - No, ale kiedy Rocky bije mięso to wszystko jest w porządku, a jak ja biję schab, to on mi oddaje...
Żona - (patrzy na niego i cedzi) SKACZ!
Mąż - Kochanie, ale czy ja naprawdę muszę walczyć z tym Tysonem?
Żona - (Nic nie mówi tylko patrzy i patrzy a napięcie rośnie).
Mąż - (ze strachu głośno przełyka ślinę)
Żona - Wiesz ile płacą za wytrzymanie jednej rundy z Tysonem...
Mąż - To muszę wytrzymać całą rundę?
Żona - SKACZ!!!
Mąż - (zaczyna skakać i burczy pod nosem) Tyson – Srajson.
Żona - Powiedziałeś: Tajson Srajson? ... Dobrze, tak trzymaj. Ćwiczymy agresję... Warcz!!!
Mąż - (Warczy, ale raczej jak ratlerek)
Żona - Groźniej!!
Mąż - (Warczy)
żona - Krzycz !!!
Mąż - Ale co?
Żona - Cokolwiek!!!
Mąż - KOCHAM CIĘ
Żona - Agresywniej!!!
Mąż - KOCHAM CIĘ KURWA.
Żona - A teraz jak się nazywasz..
Mąż - nnynynynyny
Żona - Jak się nazywasz?
Mąż - nynynynny
Żona - JAK SIĘ NAZYWASZ?
Mąż - GOŁOTA, GOŁOTA, GOŁOTA.
I zbiegają szczęśliwi ze sceny...
autor: KACZMAREK SŁAWOMIR, SOBIESZEK KATARZYNA TERESA, WALASZEK ARTUR SEBASTIAN
ZDARZYŁO SIĘ W ŻYRARDOWIE
(Na scenę wchodzi Piotruś, zdecydowanie zafascynowany postacią Wojciecha Młynarskiego, i mówi, i śpiewa w charakterystyczny dla Pana Wojtka sposób i jest z siebie rad przynajmniej trochę)
Szalenie przystojna, przemiła publiczności i przeinteligentna widownio. Postanowiłem skorzystać z dobrych wzorów i dokonać zapożyczenia w celu wywołania entuzjazmu skierowanego w stronę moich walorów wykonawczych. Czyli udowodnić państwu, i Arturowi, że Piotrek potrafi.
Maestro… (Maestro gra)
Drogie Panie i mili Panowie,
Straszną historię dziś wam opowiem.
Będzie w niej miłość i trochę złości
No i tragedia jak to w miłości.
Drogie Panie i mili Panowie,
rzecz ta zdarzyła się w Żyrardowie.
Na rogu ulic wiejskiej, yyyyy… Saskiej…
Żyła dziewczyna o imieniu … właśnie…
MARYSIA! NIE, ZOSIA! Państwo wybaczą,
Zosia, tak! … albo Helcia … O Boże, ratuj…
I piękna była jak… zorza…
I kochał się w niej rybak znad morza.
Wielki i silny marynarz Jacek,
NIE, BOŻE, Stefan… (jakiś tam facet).
Przejdźmy do sedna, Panie Panowie,
strasznej historii, tam w Żyrardowie,
bo ona była piękna dziewczyną,
a on niestety był znaczon łysiną…
Nie, zaraz to ona miała łysinę…
Czy ja dziś brałem swą lecytynę
Uff, Teraz słuchajcie Panowie i Panie,
mieli przed sobą trudne zadanie,
by z tą brzydotą straszną na głowie,
móc znaleźć szczęście, tam w Żyrardowie.
By ta łysina u tego Tadka…
Nie, to był Stefan… (i znowu wpadka)
by ludzie ją mieli za wyraz mądrości,
(autor piosenki połamie mi kości)
I jak się słusznie większości zdaje,
Szczęścia nie znaleźli i…
W Żyrardowie nie znaleźli i …
I uciekli … na Hawaje. UFF
W tym momencie pozostaje mi przypomnieć że popisuję się warsztatem wykonawczym a nie pamięcią – więc niezrażony pośpieszam wygłosić teraz morał, puentę, czy też potocznie tak zwane resume .
Maestro… (Maestro gra ponownie)
Z tej Żyrardowskiej historii treść
wynika zaistniałej sytuacji bliska…
Trzeba wiedzieć kiedy na scenę wejść.
By nie zrobić z siebie pośmiewiska
Ja wszedłem nie gotów, więc by wstyd uciąć
za Autorytet się chowam - cześć pucio. pucio.
Maestro… (dziękuje Maestru, yyy, Maestrowi – no temu od fortepianu, a ten gra tusz bez opamiętania)
Autorzy: KACZMAREK SŁAWOMIR (tekst), BARTŁOMIEJ LEWCZUK (muzyka)
ŚLUB czyli GŁOS KSIĘDZA
GŁOS KSIĘDZA: Czy ty Januszu chcesz poślubić obecną tu Renatę?
MĄŻ: (rozpaczliwie szuka po kieszeniach, znajduje kartkę i z niej czyta) Tak!
GŁOS KSIĘDZA: Czy chcesz z własnej, nieprzymuszonej woli?
MĄŻ: Tak!
GŁOS KSIĘDZA: Oszalałeś?
MĄŻ: Ale, że co?
GŁOS KSIĘDZA: Chcesz połączyć się na dobre i złe?
MĄŻ: No tak.
GŁOS KSIĘDZA: Czekaj, czekaj, ty mnie słuchasz? Połączyć się na złe?
MĄŻ: I dobre.
GŁOS KSIĘDZA: Nie, nie, nie, nie. Nie myśl teraz o nocy poślubnej. Czy chcesz połączyć się na złe?
MĄŻ: Tak!
GŁOS KSIĘDZA: Eeeech. Być przy niej w chorobie?
MĄŻ: Tak!
GŁOS KSIĘDZA: Być wiernym aż do śmierci?
MĄŻ: (chwila wahania – dostaje kuksańca od żony) Tak.
GŁOS KSIĘDZA: Zrzekasz się wyjazdów na delegacje i konferencje z sekretarką?
MĄŻ: Czy ja muszę to przysięgać?
GŁOS KSIĘDZA: Zrzekasz się wyjazdów na ryby, mecze i wódeczkę?
MĄŻ: Ja poproszę o adwokata.
GŁOS KSIĘDZA: A więc: czy ty Januszu chcesz poślubić obecną tu Renatę?
MĄŻ: Wiesz, Reniu, jakoś tak całe życie stanęło mi przed oczami, ja muszę się przewietrzyć. (wychodzi)
ŻONA: Teraz?? Tylko wróć zaraz. (błagalnie)
GŁOS KSIĘDZA: Czy ty Renato?
ŻONA: Tak?
GŁOS KSIĘDZA: Chcesz poślubić tego… twojego… tam?
ŻONA: Tak!
GŁOS KSIĘDZA: I myślisz, że zaraz wróci?
ŻONA: Tak!
GŁOS KSIĘDZA: No, no – jestem pod wrażeniem.
ŻONA: Dziękuję.
MĄŻ: (wrócił) Już się przewietrzyłem.
GŁOS KSIĘDZA: I?
MĄŻ: I proszę o sakrament.
GŁOS KSIĘDZA: Januszu, Renato. To miał być najpiękniejszy dzień w waszym życiu, ale wszystko zepsuliście. Od tej chwili jesteście mężem i żoną. Teraz to wy się możecie pocałować.
Autor: Władek Sikora
|
|